Zepsute piękno - Wiktoria Rółkowska
05 września 2025r. 18:00
Wernisaż: 5 września 2025, godz. 18.00
Miejsce: Mała Galeria APK, Rynek Zygmunta Augusta 9
Wystawa czynna do 29 września 2025
Wiktoria Rółkowska
Zepsute piękno
Celem projektu, jest krytyka ogólnie przyjętych zasad estetyki ciała, gdzie wszelkie
odstępstwo od tego kanonu postrzegane jest jako niepożądane czy anomalię. Efektem końcowym
projektu są 35 fotografie porośnięte pleśnią. Projekt wychodzi poza cyfrowy charakter fotografii i
współprace z żywym organizmem i oddawaniu naturze części decyzji odnośnie wpływu na pracę.
Praca skupia się na szukaniu przestrzeni naszego ciała, których wstydzimy się i staramy się
je ukryć pod warstwami ubrań, makijażem czy zabiegami kosmetycznymi. To właśnie fałdki,
rozstępy, znamiona, włoski oraz inne uznane za nieatrakcyjne elementy naszych ciał stały się
tematem fotografii. Większość osób, które odważyły stanąć przed aparatem musiało odsłonić
ukrywane przez siebie mankamenty i ukazać je w świetle. Będąc solidarna z osobami którymi
zgodziły się obnażyć z swoich odstających od „normy” fragmentach, też stanęłam przed
obiektywem pokazując moje chowane skazy. Wyselekcjonowane zdjęcia zostawały poddawane
malowaniu różnymi gatunkami pleśni i drożdżami. Czego efektem było porośnięcie niesamowitymi
kolorami, przez co niektóre z nich przestały przypominać ciało i jego „nieestetyczne” fragmenty,
stając się zachwycającymi mikro krajobrazom, ciężkim do określenia abstrakcyjnymi. Sama pleśń
nie była przypadkiem w projekcje, uważana przez nas za coś brzydkiego i niszczącego jedzenie, jak
najszybciej pozywana jest z naszych domów tak jak z ciała fragmenty włosów, blizn, zmarszczek,
które w jakiś sposób uznaliśmy, że są szpetne i ciału nie potrzebne. Użycie pleśni ma tez
nawiązywać do śmiertelności ciała, które nie może uchronić się procesami starzenia, ciągle się
zmienia, aż w końcu ulegnie rozkładowi.
Odkrywanie przed inną osobą mankamentów swojego ciała wzbudza poczucie wstydu.
Patrzenie na elementy ciała innych nie wzbudza w nas odrazy czy obrzydzenia. Sami jesteśmy
bardziej autokrytyczni do swojego ciała. Patrząc na fragmenty własnego ciała, czujemy
najmocniejszą odrazę. Bojąc się opinie innych, jesteśmy dla siebie największymi krytykami. Morze,
las, zwierzęta patrząc na nas nie oceniają naszej dodatkowej fałdki czy innych “wad”. Przestanie
wyrażania oceny o swoim jak i o ciałach innych, pozwala cieszyć się cielesnością, bez nakładania
na siebie restrykcji, aby przypominało wyidealizowane kanony piękna.